Oszczędnościowe espresso

Rachunkowość mentalna, czyli wpływ źródła pochodzenia pieniędzy na ich traktowanie.


Jest połowa czerwca, krótkie dni i długie noce to już przeszłość. Kurtki i grube bluzy ustępują w szafie miejsca krótkim spodenkom i letnim t-shirtom. Rozpoczynasz przegląd wakacyjnych outfitów i w kieszeni plażowych szortów znajdujesz zeszłoroczne 100 zł. Bingo! Darmowa „stówka” jest jak wygrana na loterii. A do tego zbliża się weekend!

Nasz umysł poszukuje już drogi ujścia dla pozyskanych właśnie, bez żadnego wysiłku, pieniędzy. Czy będzie to niewielka (ale zawsze) nadpłata raty kredytu za telewizor, czy raczej kino i popcorn? Taki „bonus”, według ekonomii behawioralnej, zdecydowana większość z nas wyda na przyjemności. Ale zaraz, zaraz, czym stuzłotówka z zeszłego roku różni się od stu złotych zarobionych w tym miesiącu?

 

Finansowe porządki

Rachunkowość mentalna w wielu przypadkach pomaga nam organizować własne życie, w szczególności to finansowe. Przykładem jest chociażby prowadzenie kilku kont oszczędnościowych, czy rachunków z jednostkami uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, z przeznaczeniem na różne cele (np. na wakacje, na nowy samochód, na emeryturę). Jesteśmy w stanie zaakceptować dodatkowe koszty prowadzenia kilku produktów, w zamian za poczucie kontroli nad realizacją kilku odrębnych celów. Takie mentalne zabiegi zostały nazwane przez Richarda H. Thalera mianem SIF (ang. supposedly irrelevant factors), czyli rzekomo nieistotnymi czynnikami. Owa rzekoma nieistotność odnosiła się do twierdzeń klasycznej teorii ekonomii, która pomijała te czynniki w swoich modelach, uważając je za nieracjonalne. Jak się jednak okazało, realne (nie modelowe) ludzkie zachowania istotnie wpływają na modele ekonomiczne.

 

Wąskie kadrowanie

Księgowy mieszkający w naszej głowie często sprowadza nas na manowce. Decyzje przez niego podjęte ciężko jest obronić za pomocą klasycznej teorii ekonomii. W odróżnieniu od księgowości sensu stricto, rachunkowość mentalna uwzględnia w swoich obliczeniach dodatkowe elementy, czyli wewnętrzne poczucie zgodności oraz żal. Potrzebując gotówki na nowy sprzęt AGD, przy jednoczesnym posiadaniu oszczędności na przyszłe wakacje, jesteśmy skłonni wziąć sprzęt na oprocentowany kredyt, aby tylko nie korzystać z pieniędzy przeznaczonych na inny cel. Nasz wewnętrzny księgowy szybciej zaakceptuje dodatkowy koszt w postaci odsetek od kredytu niż pogodzi się z mentalnym „przeksięgowaniem” pieniędzy odłożonych na wakacje. Podobnym przykładem jest inwestowanie środków na giełdzie, czy w funduszach inwestycyjnych, przy jednoczesnym utrzymywaniu debetu lub kredytu odnawialnego na koncie osobistym. Mimo tego, że bilans odsetek płaconych od kredytu i zysków kapitałowych od inwestycji w fundusze jest równy zeru, lub nawet ujemny, decydujemy się utrzymywać ten złudny stan. Uciekamy tym samym od poczucia straty związanej ze spłatą zadłużenia i koncentrujemy się na samych zyskach z inwestycji. Powyższe sytuacje są przykładem tzw. „wąskiego kadrowania”, a więc zjawiska, w którym dążymy do zamknięcia każdego mentalnego rachunku zyskiem lub przynajmniej zminimalizowaniem straty. Gdy tylko spojrzymy na nasze złudnie podzielone wyniki finansowe, jak na jeden spójny problem i  zastosujemy tzw. „szerokie kadrowanie”, często okaże się, że podjęlibyśmy zupełnie inne decyzje.

 

Czy pieniądze mogą być darmowe

Wróćmy do wakacyjnych porządków. Według badań przeprowadzonych przez Richarda H. Thalera, im mniej kojarzymy dane pieniądze z pracą, którą musielibyśmy wykonać, aby je zarobić, tym łatwiej jest nam wydać te pieniądze na przyjemności i nagrody. Mimo tego, że na zeszłoroczne 100 zł musieliśmy pracować tak samo, jak na 100 zł zarobione w bieżącym miesiącu, nasz umysł zaksięguje je w kategorii darmowych pieniędzy. Kluczem jest tutaj nasza krótka pamięć i wspomniane wcześniej wąskie kadrowanie, ponieważ do naszej „umysłowej koperty”, o nazwie miesięczny budżet, dochodzi nam nagle 100 zł spoza zarządzanych przez nas środków.

 

Rachunkowość mentalna

Nasz umysł prowadzi mentalne rachunki, nadając niejednakowe wagi dla posiadanych środków lub poniesionych strat. Jak się okazuje, to nie nominalna wartość naszych pieniędzy ma dla nas znaczenie podczas zarządzania budżetem, a źródło ich pochodzenia, okoliczności ich pozyskania oraz poczucie wewnętrznej spójności. Ponadto patrzymy na nasze finanse jak na oddzielne „rachunki mentalne”, ponieważ daje nam to poczucie kontroli nad naszymi sprawami. Niestety, to poczucie jest często złudne. Nie lubimy łamać samodzielnie ustalonych zasad. Jednak czy te zasady zawsze mają sens?

Źródła: Richard H. Thaler, Zachowania niepoprawne. Tworzenie ekonomii behawioralnej.

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze    

Data publikacji: 14.06.2024 r.

Czym jest osobista wartość netto i jak ją obliczyć


Kreowanie potrzeby posiadania czegoś, o istnieniu czego jeszcze dzień wcześniej nie mieliśmy pojęcia, została opanowana do perfekcji. Dotyczy to zarówno firm, które chcą nam coś sprzedać, jak i instytucji, które chętnie pożyczą nam na te cele pieniądze. Walka z wszechobecnymi konsumenckimi pokusami jest trudna i nierówna. Świat oferuje nam coraz więcej, a my chcemy iść z nim ramię w ramię. Czasami takie sytuacje mogą spowodować dyskomfort, a nawet doprowadzić do frustracji. Co więc zrobić, gdy bardzo chcemy coś mieć, a nie mamy na to pieniędzy? W takich sytuacjach “pomocną dłoń” podaje zazwyczaj bank proponujący pożyczkę, kartę kredytową lub, bardzo modne ostatnio, raty „zero procent”. Dyskomfort znika, ale niestety tylko na jakiś czas. Owa „pomocna dłoń” bardzo często okazuje się jednak kulą u nogi, którą ciągniemy za sobą przez kolejne miesiące albo lata, nie pamiętając już na co przeznaczyliśmy obciążającą nas pożyczkę lub kredyt. Jeżeli aktualnie nie stać nas na coś, to powinna nam się zapalić czerwona lampka. Najwidoczniej należy jeszcze poczekać, zamiast pozwalać sobie na kolejne zadłużenie
 

Aktywa i pasywa

Jeżeli nasz sposób zarządzania finansami osobistymi polega na zaciąganiu pożyczek oraz nowych kredytów, to paradoksalnie, mimo zwiększenia dochodów i otrzymywania premii, będziemy stawać się coraz biedniejsi. W tym przypadku poczucie bogacenia się, wraz ze wzrostem wynagrodzenia, może okazać się złudne. Aby oszacować nasz rzeczywisty stan majątkowy, możemy obliczyć swoją osobistą wartość netto. Co to takiego? Osobista wartość netto to nic innego jak „inwentaryzacja” naszej aktualnej sytuacji majątkowej. Do obliczenia tego wskaźnika będziemy potrzebowali danych z dwóch obszarów:

Pierwszy obszar to wszelkie posiadane aktywa, czyli oszczędności, stan rachunku PPK czy też samochód, rower, sprzęty RTV i AGD, biżuteria itp., czyli rzeczy, za które jesteśmy w stanie otrzymać pieniądze. Mogą to być również rzeczy niematerialne - kluczowa jest jednak możliwość ich spieniężenia. Przy każdej z wypisanych pozycji dopisujemy jej wartość w złotówkach. Ważne jest to, abyśmy wycenili te rzeczy po ich dzisiejszej, realnej cenie (nie po cenie, po której je nabyliśmy).

W drugim obszarze wypisujemy wszystkie nasze zobowiązania. Będą to kredyty i pożyczki gotówkowe (ich wartość nominalna wraz z odsetkami), raty, kredyt hipoteczny, karta kredytowa, limit (debet) na rachunku bankowym, niezapłacone mandaty czy podatki do opłacenia. Tak samo jak w aktywach, tutaj również przy każdej pozycji dopisujemy wartość zobowiązania w złotówkach.

Po zsumowaniu wartości z dwóch obszarów, dokonujemy prostego obliczenia polegającego na pomniejszeniu wartości złotówkowej aktywów o łączną wartość zobowiązań. Wynik równania pokaże nam naszą realną wartość finansową.

Dla zobrazowania przykład mojej 35-letniej koleżanki. Jako pracownik kadry zarządzającej często korzystała z kart kredytowych, co w połączeniu ze słabością do ubrań i kosmetyków marek premium czyniło z niej jedną z lepszych klientek galerii handlowych. Spłacała również raty kredytu hipotecznego. Miesięczne spłacanie zadłużenia nie stanowiło problemu do momentu, gdy wskutek reorganizacji jej stanowisko zostało zlikwidowane. Nie mając innego źródła dochodu oraz oszczędności, za to obciążenia związane z kartami kredytowymi oraz kredytem hipotecznym, jej realna wartość finansowa stała się ujemna. Kilka kolejnych lat zajęło jej mozolne gromadzenie aktywów.

 

Finansowa perspektywa

Osobista wartość netto może skłonić nas do refleksji nad postrzeganiem otaczającej nas rzeczywistości. Jak się okazuje, bardzo często za wystawnym stylem życia kryją się niewidoczne zobowiązania, które niestety kiedyś trzeba będzie spłacić. Może to dotyczyć zarówno nas samych, jak i naszych najbliższych. Wskaźnik osobistej wartości netto może pomóc nam w podejmowaniu bardziej racjonalnych decyzji konsumenckich i lepszym planowaniu wydatków. Już samo monitorowanie naszej wartości finansowej i dążenie do jej zwiększenia może dać nam spory zastrzyk motywacji. Kontrola własnych finansów osobistych i konsekwentne dążenie do ich poprawy, to milowy krok w kierunku finansowej wolności.

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze    

Data publikacji: 29.05.2024 r.

Najpierw zapłać sobie, czyli złota zasada gromadzenia oszczędności


 

Dostawca Internetu, operator energii czy też bank, w którym mamy kredyt hipoteczny, to nasi stali partnerzy, o których interes finansowy dbamy w pierwszej kolejności, robiąc im przelew zaraz po otrzymaniu wynagrodzenia. Bardzo dobrze, że dotrzymujemy terminów płatności i jesteśmy konsekwentni w wywiązywaniu się z zobowiązań finansowych wobec innych. Nie zapominajmy jednak o tym, że to my sami powinniśmy być pierwszym i najważniejszym beneficjentem własnej pracy oraz zarobionych pieniędzy.

 

 

Od zasad do nawyków

Aby uporządkować nasze finanse osobiste, powinniśmy przede wszystkim wzmocnić nasze nawyki i przekonania związane z pieniędzmi. W tym celu, w pierwszej kolejności będzie nam potrzebna prywatna instrukcja obsługi gotówki. Tak jak podczas jazdy samochodem musimy przestrzegać znaków i prawa ruchu drogowego, tak i pieniądze oraz ich obsługa wymagają od nas stosowania się do pewnych reguł. Dziś chciałem Wam opowiedzieć o podstawowej zasadzie oszczędnościowej, która brzmi „najpierw zapłać sobie”.

 

Kolejność działań

„Jak zostanie mi na koniec miesiąca, to odłożę”, „Sprawdzę swoje konto po urlopie
i wszystko, co zostanie, przeleję na fundusz inwestycyjny lub na konto oszczędnościowe”. Jeżeli powyższe sytuacje są Ci znane i, tak jak w większości przypadków, kończyło się tylko na planach, powinieneś wprowadzić do swojego życia jeden prosty nawyk. Tym nawykiem jest przelewanie określonej sumy pieniędzy (np. kwotowo lub procentowo w stosunku do wysokości wynagrodzenia) na oddzielne konto lub fundusz zaraz po otrzymaniu wynagrodzenia i jeszcze przed opłaceniem rachunków. Ta z pozoru prosta rzecz potrafi diametralnie zmienić naszą sytuację finansową już po kilku miesiącach. Aby pomóc sobie samemu w wyrobieniu odpowiedniego nawyku, możemy dodatkowo skorzystać ze zlecenia stałego w bankowości elektronicznej, ustalonego na jeden dzień po wpływie wynagrodzenia. Automatyzacja tego procesu wspomoże w szczególności osoby, które mają  „lekką rękę” do wydawania pieniędzy na bieżącą konsumpcję.

 

Twoja finansowa przyszłość

Aby jeszcze bardziej przekonać Cię do płacenia samemu sobie, podczas opłacania rachunków postaw się jak równy z równym w stosunku do odbiorców Twoich przelewów (bank, telekom, dostawca energii) i ustaw się w kolejce jako pierwszy, najważniejszy odbiorca z tej listy. Twoja finansowa przyszłość jest równie ważna jak teraźniejszość. Twój przelew oszczędności na konto IKE, IKZE, fundusz inwestycyjny czy konto oszczędnościowe to oznaka troski o samego siebie i swoją przyszłość. Pozbywając się całej gotówki z naszego miesięcznego wynagrodzenia stajemy się swoistym przekaźnikiem pieniędzy. Nasze konto „przerzuca” je z jednego miejsca na drugie, nie zostawiając nic dla siebie. Odkładanie nawet najmniejszych kwot utrwali w nas nawyki, które dla finansowego bezpieczeństwa są nawet ważniejsze niż ich wysokość.

 

Obsługa pieniądza

Regularne i konsekwentne budowanie kapitału daje nam coś więcej niż fizyczne oszczędności. Poza funkcjami stricte ekonomicznymi, pieniądze wpływają również na nasze poczucie bezpieczeństwa, ogólne samopoczucie czy odczuwalny poziom szczęścia. Przyjmując własne zasady dysponowania swoim zasobem finansowym i kreując w sobie dobre nawyki obchodzenia się z pieniędzmi, możemy więc mieć wpływ na najważniejsze aspekty naszego życia. Pamiętajmy, że droga od bycia kontrolowanym przez pieniądze do kontroli nad pieniędzmi nie jest długa, a jej klucz leży w odpowiednich nawykach.

 

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze    

Data publikacji: 15.05.2024 r.

Jaką lekcję dała nam wysoka inflacja i czy potrafimy z niej skorzystać? Psychologiczna wartość pieniądza.


 


W XVIII wieku szwajcarski matematyk i fizyk Daniel Bernoulli stwierdził,
że podarowanie 20 dukatów osobie posiadającej 200 dukatów będzie miało dokładnie taką samą użyteczność, jak podarowanie 10 dukatów komuś, kto aktualnie posiada ich 100.
I oczywiście miał rację.
Co tak naprawdę nadaje wartość naszym pieniądzom? 

 
 
 
 
 

Decyzje konsumenckie

Ostatnie trzy lata to cenowy „roller coaster” dla naszych portfeli. Czasami z niedowierzaniem wpatrywaliśmy się w etykiety upewniając się, czy podana cena to aby na pewno za sztukę, a nie za kilogram. Ten okres zmienił nasze podejście do tego jak i co kupujemy. Przede wszystkim zmienił sposób podejmowania decyzji. O wiele większe znaczenie przypisujemy cenie oraz praktycznym aspektom produktów. Według raportu wydanego przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Wiedzy Think! “Konsumpcja w warunkach wysokiej inflacji”* wydatki 60% Polaków podczas okresu wysokiej inflacji wzrosły średnio o 57%. Z drugiej strony 61% Polaków zadeklarowało, że zmiany w ich decyzjach konsumenckich nie są trwałe i utrzymają się wyłącznie do momentu, w którym wskaźnik inflacji zacznie spadać.

John F. Kennedy powiedział kiedyś: “Chińczycy, by napisać słowo „kryzys”, wykonują dwa pociągnięcia pędzla. Jedno oznacza zagrożenie, drugie szansę. W kryzysie bądź świadomy zagrożenia, ale rozpoznawaj też szansę”. Czy w takim razie zobaczyliśmy zagrożenie, ale nie dostrzegliśmy szansy na długotrwałą zmianę naszego zachowania?

 

Jak oszczędzać pieniądze?

Wyobraź sobie sytuację, w której jedziesz do elektromarketu kupić telewizor. Na ten cel chcesz przeznaczyć ok 6000 zł. Na miejscu znajdujesz swój wymarzony egzemplarz w cenie 5750 zł. Dowiadujesz się jednak, że całkiem niedaleko, w innej galerii handlowej jest taki sam egzemplarz w cenie 5700 zł (0,9% taniej). Pytanie: kupujesz na miejscu, czy jedziesz do innej galerii?

Weźmy teraz inny przykład. Jedziesz do sklepu kupić buty. Na miejscu znajdujesz świetną parę w cenie 200 zł. Przy okazji dowiadujesz się, że w innym sklepie w okolicy te same buty można kupić za 150 zł (25% taniej). Pytanie: jedziesz do drugiego sklepu po tańszą parę?

W sytuacji numer jeden prawdopodobnie kupiłeś/aś droższy telewizor na miejscu, natomiast w drugiej pojechałeś/aś po tańszą parę butów lub byłeś/aś bardzo blisko podjęcia takiej decyzji. Świadome nieskorzystanie z 25% obniżki może wiązać się z wewnętrznym dyskomfortem. Co sprawia, że ta sama pięćdziesięciozłotówka popycha nas do zgoła różnych decyzji konsumenckich? Przecież zarówno w jednym jak i drugim przypadku mówimy o dokładnie tej samej kwocie oszczędności.

 

Użyteczność pieniądza

Wspomniany na początku Bernoulli sformułował kiedyś następującą ideę: ludzkie wybory nie opierają się na wartości pieniężnej, ale na ich użyteczności. Okazuje się, że to nie nominalna wartość pieniądza nadaje kierunek naszym decyzjom, tylko punkt odniesienia i stan posiadania. Oczywiście nie chodzi o to, aby przemierzać całe miasto w poszukiwaniu tańszej puszki pomidorów. Jednak już samo odróżnienie pojęcia użyteczności od nominalnej wartości pieniądza, a więc refleksja, czy nasz chwilowy stan posiadania lub punkt odniesienia (czyli kwota, w ramach której podejmujemy decyzję) nie sprowadza nas na manowce, powinno pomóc nam w dokonywaniu bardziej racjonalnych decyzji konsumenckich. Rozumienie tego zjawiska w szczególności przyda nam się w jednakowym postrzeganiu tej samej stuzłotówki zaraz po wypłacie oraz na parę dni przed otrzymaniem wynagrodzenia.

Źródła:

*Raport_Konsumpcja_w_warunkach_wysokiej_inflacji (zdrowiefinansowe.pl)

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze    

Data publikacji: 29.04.2024 r.

Dochód, oszczędności i szwedzka filozofia. 
Co wpływa na nasz ogólny poziom szczęścia? 

 

Gdybym zapytał Was o to, z czym kojarzy Wam się Skandynawia, pewnie większości z Was przyszłaby na myśl znana marka mebli, oszczędne, a zarazem stylowe wnętrza oraz elegancki umiar. Czy skandynawski styl może dotyczyć również finansów osobistych? Okazuje się, że nawet bardzo. Dziś o tym, co łączy filozofię „living lagoom”, czyli szwedzką „drogę środka”, i badania brytyjskich naukowców nad oszczędnościami. 
 
 

Badania szczęścia

Mało jest tak niejednoznacznych i trudnych do zdefiniowania pojęć jak szczęście. Na nasze zadowolenie z życia składają się takie czynniki, jak wysokość dochodu, zdrowie, rodzina, relacje czy posiadanie dzieci. Brytyjska firma badawcza Centre for Economics and Business Research(CEBR) we współpracy z Barclays opublikowała w 2019 roku raport* z analizą tego, jak finanse wpływają na szczęście. Badanie zostało przeprowadzone na podstawie analizy danych 30 000 gospodarstw domowych w Wielkiej Brytanii. Większość dotychczasowych badań koncentrowała się na związku między wysokością dochodu a szczęściem, pomijając aspekt ogólnego stanu naszych finansów, w tym oszczędności. Częstym wnioskiem tych opracowań było stwierdzenie, że pieniądze dają szczęście tylko do określonej wysokości dochodu. Po przekroczeniu magicznej „średniej” bariery wynagrodzenia, szczęście przestawało wzrastać wraz ze wzrostem dochodu.

 

Oszczędzanie a satysfakcja z życia

Z przeprowadzonych analiz CEBR wynika, że kwota, jaką oszczędzają badani, jest bardziej wiarygodnym wskaźnikiem zadowolenia z życia niż inne zmienne finansowe, takie jak dochód. Mało tego. Większą satysfakcję z życia można osiągnąć poprzez większe oszczędności, bez konieczności zarabiania więcej. Według raportu, osoby, które stale korzystają z narzędzia oszczędnościowego (fundusz, konto), były o 6,2 punktu procentowego szczęśliwsze od osób, które takiego produktu nie posiadały. Już samo założenie konta oszczędnościowego, przez osobę nieposiadającą wcześniej żadnego podobnego produktu, zwiększało prawdopodobieństwo podwyższenia zadowolenia z życia o 1,3 punktu procentowego. Wyniki te można tłumaczyć wzrostem poczucia bezpieczeństwa, które z kolei przekłada się na nasze ogólne samopoczucie.

Osoby z badanych gospodarstw domowych, które oszczędzają co najmniej 10% swojego miesięcznego dochodu, uzyskały w badaniach średni wynik zadowolenia z życia na poziomie 5,50 (w 7-stopniowej skali). Dla porównania, osoby, które oszczędzają poniżej 2% swojego dochodu, uzyskały średni wynik na poziomie 5,07, czyli o 6,14 punktu procentowego mniej. Aby to lepiej zobrazować, wzrost szczęścia o 10 punktów procentowych w kwestii zadowolenia z życia jest jak przejście z cieszenia się „średnim” zdrowiem do cieszenia się „dobrym lub bardzo dobrym” zdrowiem.
 


 

Myślenie wyrywkowe

Daniel Kahneman w swojej książce Pułapki Myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym opisuje przeprowadzone przez siebie badanie** na studentach ze słonecznej Kalifornii oraz stanów Ohio i Michigan, w których słońca i ciepła jest zdecydowanie mniej. Badanie miało na celu ocenę poziomu szczęścia Kalifornijczyków a także sprawdzenie, co na temat mieszkania w Kalifornii myślą osoby z chłodniejszych stanów. Studenci z Ohio i Michigan zgodnie uważali, że statystyczny Kalifornijczyk jest o wiele bardziej zadowolony z życia niż mieszkaniec Ohio i Michigan, ze względu na sprzyjający klimat i towarzystwo palm. Co ciekawe, po porównaniu wyników z obu stanów Ameryki okazało się, że nie ma absolutnie żadnej różnicy w deklarowanym poziomie szczęścia między mieszkańcami Kalifornii, a ludźmi mieszkającymi w Ohio i Michigan. Dlaczego więc wydaje nam się, że klimat może przekładać się na poziom szczęścia? Zjawisko to nosi nazwę „Myślenia wyrywkowego” (ang. focussing illusion). Wyobrażając sobie szczęśliwe życie, zbyt dużą wagę przywiązujemy do aspektów, do których zbyt szybko się przyzwyczajamy i o których zbyt często nie myślimy, pomijając całą gamę innych czynników wpływających na nasz dobrostan. Podobny schemat myślowy towarzyszy nam podczas wyobrażeń o posiadaniu określonej sumy pieniędzy. Samo posiadanie okazuje się mniej ważnym wyznacznikiem zadowolenia z życia niż to, jak bezpiecznie czujemy się w swojej ogólnej sytuacji finansowej.

 

Living Lagoom

Wróćmy do Europy i rześkiej Skandynawii. Mieszkańcy Szwecji wyznają zasadę życia „w sam raz”, „po środku”, „ani za dużo, ani za mało”. Filozofia ta pozwala zwiększyć swoje samopoczucie poprzez zmianę nawyków finansowych i rozpoczęcie oszczędzania choćby małych kwot, aby zachować harmonię między codziennością a zwiększonym poczuciem finansowego bezpieczeństwa. To, że niskie dochody nie muszą być przyczyną braku oszczędności starałem się udowodnić już w pierwszym artykule serii Oszczędnościowego Espresso. Pamiętajmy, że już drobne kroki i oszczędzanie małych kwot może podnieść nasz poziom zadowolenia z życia. Filozofia Living Lagoom wiąże się z pewnym umiarem, który możemy rozumieć jako złoty środek między konsumpcją a oszczędzaniem.

Źródła:

*Living Lagom – challenging perceptions of wealth; A report by Cebr with Barclays

**Daniel Kahneman, Pułapki Myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, str. 534-535

 

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze    

Data publikacji: 15.04.2024 r.

Bardziej boimy się strat, niż cenimy zyski.

 

Kiedy karty kredytowe wchodziły do powszechnego obiegu, ich operatorzy prowadzili ciekawą batalię z właścicielami sklepów i stacji benzynowych w Stanach Zjednoczonych. Każda transakcja kartą wiązała się z koniecznością zapłaty na rzecz operatora prowizji, którą sprzedawcy szybko przenieśli na klientów, różnicując cenę tych samych towarów w zależności od sposobu płatności. Klienci gotówkowi płacili więc za napój dolara, a klienci, którzy dokonywali transakcji kartą, za ten sam napój dopłacali 3 centy. Broniąc się przed negatywnym odbiorem kart w społeczeństwie amerykańskim, lobby kredytowe wpadło na prosty, ale genialny pomysł. Formuła „dodatkowa opłata za płatność kartą”, która zdobiła każdą amerykańską ladę sklepową, zmieniła brzmienie na „rabat za płatność gotówką”. Co tam się tak naprawdę wydarzyło? 
 

Ochrona tego, co posiadamy

Efekt ram interpretacyjnych (z ang. framing effect) to jedno z najskuteczniejszych narzędzi w rękach działów marketingowych, polityków czy handlowców. W wielu przypadkach czujemy go instynktownie. Jednak czy zawsze jesteśmy w stanie się przed nim obronić? W toku ewolucji nasz organizm wytworzył w sobie naturalną obronę w postaci ucieczki przed zagrożeniem. Ochrona tego, co posiadamy, jest instynktownie ważniejsza niż chęć zdobywania nowego. Mimo rozumienia tych zasad bardzo ciężko jest nam oszukać to, na co ewolucja pracowała setki tysięcy lat. Operatorzy kart kredytowych bardzo dobrze znali zasadę "bardziej boimy się strat niż cenimy zyski". Ludzie łatwiej zrezygnują ze zniżki, niż pogodzą się z naliczeniem dodatkowej opłaty. 

 

Koszty to nie straty

Przyjrzyjmy się dwóm poniższym pytaniom.

Czy przyjmiesz zakład, w którym ktoś proponuje Ci 10% prawdopodobieństwa wygrania 95 zł i 90% prawdopodobieństwa utraty 5 zł?

Czy zapłacisz 5 zł za los, który daje 10% prawdopodobieństwa wygrania 100 zł i 90% braku jakiejkolwiek wygranej?

Z punktu widzenia czystej ekonomii te dwa przykłady niczym się od siebie nie różnią. Zarówno w pierwszej, jak i drugiej sytuacji, wybieramy między dużym ryzykiem zmniejszenia stanu posiadania o 5 zł, a mniejszą szansą zarobienia 95 zł. Mimo tego, zdecydowana większość osób odpowiada twierdząco na pytanie numer dwa. Ludzki umysł o wiele łatwiej zaakceptuje poniesiony koszt pustego losu niż ewentualną stratę wynikającą z rezultatu zakładu.

Być może dlatego tyle osób nadal gra w gry hazardowe (w 2017 roku deklarowało to 67% Polaków*), a jednocześnie tak niewiele osób inwestuje wolne środki chociażby w fundusze inwestycyjne. Mimo, że szansa na trafienie szóstki w lotto wynosi 1 do 14 milionów (0,0000072%), nasz umysł paradoksalnie bardziej akceptuje koszt takiego losu niż nieporównywalnie mniejsze ryzyko utraty środków przy inwestycjach.

 

Rozwiązania systemowe

1 stycznia 2023 roku weszła w życie unijna dyrektywa Omnibus, która nakazuje sprzedawcom podawanie najniższej ceny towaru z ostatnich 30 dni. Podczas robienia zakupów jesteśmy więc w stanie podejmować o wiele bardziej racjonalne decyzje konsumenckie. Omnibus jest ciekawą tarczą dla konsumenta przed efektem framingu, czyli zbyt dużego wpływu sieci handlowych na interpretację ponoszonych kosztów. Jednak ramy interpretacyjne nie dotyczą wyłącznie cen. Przykłady można znaleźć chociażby na etykietach produktów spożywczych. 70% chudego mięsa w sztuce to jednocześnie 30% tłustego. Można sobie jednak łatwo wyobrazić, jak na decyzje o zakupie mięsa wpływałoby eksponowanie procentowej ilości tłuszczu. Inny przykład: Ta sama para butów w dwóch różnych sklepach internetowych kosztuje 250 zł. Różnica jest jednak taka, że w pierwszym przypadku jest to cena regularna, a w drugim wynika z 50% przeceny (pierwotna cena przed upustem to 500 zł). Pierwsza oferta przedstawia zakup jako stratę 250 zł, natomiast druga oferta daje klientowi złudzenie, że wybierając tę opcję zaoszczędzi 250 złotych. Ponieważ jest to przedstawiane jako zysk, klienci chętniej wybierają drugą, przecenioną opcję.

 

Świadomość

Czy przed ramami interpretacyjnymi trzeba się bronić? Uważam, że świadomość istnienia tego zjawiska i rozumienie przyczyn jego powstawania pomoże nam w podejmowaniu lepszych i bardziej konsekwentnych decyzji. Zarówno tych konsumenckich, jak i tych dotyczących zwykłej codzienności. Dyrektywa Omnibus jest dobrym wstępem do „systemowej” obrony przed framing effect. Być może kiedyś zobaczymy w kasynach napisy określające prawdopodobieństwo przegrania pieniędzy w danym dniu?

* zgodnie z informacją wskazaną w artykule opublikowanym pod linkiem:

www.money.pl/gielda/wiadomosci/artykul/totolotek-dwoch-na-trzech-polakow-wydaje,251,0,2392571.html

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze    

Data publikacji: 27.03.2024 r.

 

Architektura wyboru. Jak podejmować słuszne decyzje dotyczące finansów.

W 2019 roku byłem na dwóch świetnych wieczorach kawalerskich moich bliskich przyjaciół. Mimo rewelacyjnych wspomnień z obydwu wydarzeń, istniała między nimi zasadnicza różnica dotycząca diametralnie różnych sposobów ich organizacji.
 

W pierwszym przypadku każdy z 12 zaproszonych gości musiał nie tylko potwierdzić, czy chce uczestniczyć w wieczorze kawalerskim, lecz także demokratycznie wybrać termin, rodzaj atrakcji, miejsce, a nawet godzinę rozpoczęcia imprezy, wypełniając specjalnie przygotowane ankiety. Zanim jednak wieczór kawalerski doszedł do skutku, kilkunastu bliższych lub dalszych znajomych zdążyło się kilkakrotnie pokłócić podczas ożywionych dyskusji online, a finalna liczba uczestników imprezy spadła z 12 do 7 osób.

W przypadku drugiego wieczoru kawalerskiego każdy z 14 ustalonych gości otrzymał od organizatora informacje o terminie, godzinie i miejscu imprezy, a także o zaplanowanych atrakcjach. Kluczowe w tym zaproszeniu było jednak ostatnie zdanie, które brzmiało następująco: “Jeżeli chcesz się wypisać z imprezy, wyślij mi prywatną wiadomość z uzasadnieniem, dlaczego nie możesz uczestniczyć w tym ważnym dla naszego przyjaciela dniu, abym mógł mu to przekazać.”. Jak się pewnie domyślacie, nawet osoby, które miały już jakieś plany na ten dzień, bez problemu z nich zrezygnowały i na imprezę dotarła cała „zapisana” czternastka.

Organizator drugiego wydarzenia zastosował nieświadomie coś, co Richard H. Thaler, noblista z dziedziny ekonomii, nazwał libertariańskim paternalizmem. Stosowanie tak zwanej domniemanej zgody lub automatycznego zapisu z prawem do rezygnacji ma szerokie zastosowanie w wielu dziedzinach naszego życia, chociażby w decyzji dotyczącej oszczędzania w PPK.

 

Architektura wyboru

Podejmowanie ważnych decyzji dotyczących bezpieczeństwa finansowego, przyszłości czy zdrowia, wymaga – według ekonomii behawioralnej - zastosowania pewnej architektury wyboru. Architektury, która nakieruje nas na odpowiednie tory, z których możemy dobrowolnie zejść lub też całkowicie je ominąć, korzystając z prawa do samodzielnego wyboru. Powodem stosowania domniemanej zgody z prawem do rezygnacji (tzw. opt-out, jak np. w PPK) lub domniemanego braku zgody z możliwością jej wyrażenia (tzw. opt-in, jak np. w RODO) jest brak wystarczającej wiedzy w społeczeństwie w zakresie podejmowania słusznych dla siebie decyzji. Badania dr hab. Katarzyny Sekścińskiej z Uniwersytetu Warszawskiego, przeprowadzone w 2023 roku na grupie osób w wieku 18-30 lat, pokazały niepokojący rozdźwięk między oczekiwaniami emerytalnymi młodych osób a tym, jaka zastanie ich rzeczywistość. 83% badanych uważa, że ich emerytura wyniesie więcej niż 30% ostatniego wynagrodzenia, podczas gdy prognozowana stopa zastąpienia dla tej grupy wiekowej wyniesie - według ZUS – maksymalnie 28%. 32,4% badanych twierdzi z kolei, że po przejściu na emeryturę na ich konta będzie wpływać między 100% a 200% ich etatowego wynagrodzenia. Pojawia się więc tutaj bardzo istotne pytanie: po co troszczyć się o swoją finansową przyszłość już w młodym wieku, skoro żyje się w przekonaniu, że nie ma takiej potrzeby?

 

Działanie przez jego brak

Inercja, czyli postawa cechująca się biernością i niechęcią do działania, to dla libertariańskiego paternalizmu odnawialne źródło energii o niekończących się zasobach. Zarówno prywatne, jak i rządowe plany emerytalne, od Stanów Zjednoczonych aż po Nową Zelandię, korzystają z opcji domyślnego zapisu z prawem do rezygnacji (opt-out). Polska przyjęła tę strategię w ustawie o pracowniczych planach kapitałowych z 2018 roku. Pierwszy autozapis do PPK odbył się w kwietniu 2023 roku i - według danych Polskiego Funduszu Rozwoju - przełożył się na ok. 11% nowych uczestników PPK. Kolejny autozapis będzie w kwietniu 2027 roku. I tak co 4 lata.

 

Impuls

Architektami wyboru są dziś instytucje, korporacje, rządy, ale również działy HR czy zarządy firm, ponieważ mają wpływ nie tylko na ilość dostępnych opcji, ale i na sposób ich wyboru. Komórki kształtujące politykę personalną czy kulturę organizacyjną mają coraz większe przełożenie na istotne decyzje swoich pracowników. Decyzje te mają z kolei swoje wymierne konsekwencje w niedalekiej lub dalszej przyszłości. Richard H. Thaler nazywa tę rolę terminem “Nudge” (z ang. impuls, szturchnięcie, popchnięcie w dobrym kierunku). Tworzenie torów do podejmowania dobrych, zabezpieczających przyszłość decyzji stanie się już niebawem kluczowym wyzwaniem dla działów personalnych. Instytucje finansowe oraz HR powinny być w kwestii emerytur dla swoich pracowników i klientów tym, kim jest przewodnik dla zagubionego w nieznanym miejscu turysty.

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze    

Data publikacji: 18.03.2024 r.

Dyskontowanie hiperboliczne - czyli jak (nie) oszczędzają Polacy?


Czy dyskontowanie hiperboliczne odpowiada za niskie oszczędności Polaków na tle innych krajów? Oczywiście nie. Stanowi jednak wstęp do podjęcia rozmowy o naszych nawykach, przyzwyczajeniach i wynikających z nich konsekwencjach, którymi zajmiemy się w kolejnych publikacjach TFI PZU. 
 

W ostatnich miesiącach dość duże poruszenie wywołały dane Eurostatu dotyczące oszczędności obywateli poszczególnych krajów Unii Europejskiej. W 2022 roku Niemcy mogli pochwalić się najwyższym, prawie 20% wynikiem oszczędzonego rocznego dochodu. Polska znalazła się w ogonie krajów na niechlubnym, przedostatnim miejscu z wynikiem -0,8%. Od zajęcia pierwszego miejsca od końca “uratowała” nas tylko Grecja z wynikiem -4%. Czy argument o zbyt małych dochodach jest kluczem do rozwiązania zagadki niskich oszczędności naszych rodaków? 

 

Coś tu nie gra

Aby ujednolicić miarę siły nabywczej poszczególnych krajów, posługujących się różnymi walutami, różnymi cenami dóbr, osiągających różne poziomy wynagrodzeń, stosuje się wskaźnik PPS (Standard Siły Nabywczej, ang: Purchasing Power Standard). 6 krajów o większych oszczędnościach posiadało mniejszą siłę nabywczą niż Polska, a mimo to udało im się odłożyć o wiele więcej. Te kraje to Słowacja (5,3%), Węgry (13,4%), Litwa (4,8%), Łotwa (3,5%), Portugalia (6,5%) i Chorwacja (6,4%). Oczywiście można pokusić się o analizę każdej sytuacji indywidualnie, jednak mówimy tu nie o jednym, a o sześciu przypadkach. To zachęca nas do poszukiwania odpowiedzi w trochę innych rejonach niż zasobność naszych portfeli.

 

Ekonomia Behawioralna

W przeciwieństwie do klasycznej teorii ekonomii, ekonomia behawioralna próbuje zrozumieć wpływ czynników psychologicznych i socjologicznych na podejmowane decyzje konsumenckie. Wpływ nieuświadomionych błędów poznawczych i emocji często prowadzi do nieracjonalnych decyzji, mających swoje konsekwencje w naszych portfelach.

 

Czas a pieniądz

Gdyby - zamiast umysłów targanych emocjami - nasze szyje nosiły komputery wyposażone w potężne moce obliczeniowe, teoria racjonalnego wyboru raczej nie miałaby się czego obawiać. Wyobraźmy sobie sytuację, w której ktoś proponuje nam wybór: 500 zł dziś lub 1000 zł jutro. Decyzja wydaje się oczywista. Jeden dzień i do naszej kieszeni wędruje 500 zł więcej. Co się stanie jeżeli dodamy tu czynnik czasu, czyli 500 zł dziś lub 1000 zł za 12 miesięcy? Wybór nie jest już taki oczywisty, a większość badanych wybierze wypłatę mniejszą, ale natychmiastową. Gdy jednak odsuniemy perspektywę otrzymania 500 zł na 4 lata, a 1000 zł na 5 lat, będziemy skłonni poczekać na 1000 zł ze względu na długi horyzont czasowy obydwu opcji.

 

Dyskontowanie hiperboliczne

Preferowanie nagrody natychmiastowej - w opozycji do większej, ale odległej w czasie - nosi nazwę dyskontowania hiperbolicznego. Zjawisko to zostało dogłębnie zbadane przez ekonomię behawioralną i wywarło ogromny wpływ na postrzeganie tego, w jaki sposób ludzie podejmują decyzje wraz z ich konsekwencjami. Odłożenie dzisiaj pieniędzy na konto oszczędnościowe czy zasilenie konta emerytalnego wiąże się z odrzuceniem teraźniejszej gratyfikacji. Przyszły, bliżej niezdefiniowany termin skorzystania z oszczędności może powodować wewnętrzny dyskomfort. Nasz umysł dokona mentalnego zaksięgowania oszczędności po stronie strat. Dyskontowanie hiperboliczne promuje natychmiastową satysfakcję i zachęca do podejmowania impulsywnych decyzji. Jednocześnie sprawia, że długoterminowe korzyści, wynikające z decyzji, są mniej oczywiste i mniej wartościowe, co zmusza nas do wybrania natychmiastowej, mniejszej nagrody. Ta pułapka myślenia objawia się również w wielu codziennych aspektach naszego życia. Pojechać na zakupy i zrobić obiad w domu na dwa dni czy wejść za chwilę do restauracji? Kupić dziś droższy sprzęt AGD w markecie czy zamówić tańszy w internecie i odczekać kilka dni? Jak widać, konsekwencje dyskontowania mają realny wpływ nie tylko na sposób naszego myślenia, ale również na nasze portfele.

Łukasz Buczyński

Menedżer Regionu ds. Planów Emerytalno-Kapitałowych, TFI PZU SA

O autorze   

Data publikacji: 05.03.2024 r.

NOTA PRAWNA

Informacje zawarte na stronie internetowej mogą zawierać treści reklamowe i nie mogą stanowić wystarczającej podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnych. Przed podjęciem ostatecznych decyzji inwestycyjnych należy zapoznać się z prospektem informacyjnym oraz dokumentem zawierającym kluczowe informacje. Inwestycje w fundusze inwestycyjne są obarczone ryzykiem inwestycyjnym. Fundusze ani TFI PZU SA nie gwarantują, że zrealizujesz założony cel inwestycyjny lub uzyskasz określony wynik inwestycyjny. Należy liczyć się z możliwością utraty wpłaconych środków. Wyniki inwestycyjne, które Fundusz osiągnął w przeszłości, nie są gwarancją ani obietnicą, że Fundusz osiągnie określone wyniki w przyszłości. Fundusze i subfundusze są zarządzane aktywnie i pasywnie.

Potrzebujesz pomocy?

Zobacz wideo instrukcje

Zadzwoń do nas

Tel. 22 640 05 55

Napisz e-mail

ppk@pzu.pl

Odwiedź strefę wiedzy

 
Ta strona wykorzystuje pliki cookie. Dowiedz się więcej w Polityce prywatności
Zamknij